Elektryczne samobalansujące się kółko i ukradziony składak.


Jakiś czas temu dokonałem zakupu pewnego gadżetu, który wydawał się dość ciekawym rozwiązaniem na transport po centrum miasta ale o tym później…

Mając dość korków w trakcie dojazdu do pracy postanoowiłem kupić rower. Do pracy dojeżdżałem około 1,8 mili czyli lekko ponad 3 kilometry w jedną stronę. Miasto jakich wiele w UK jest dość płaskie wiec idealne dla amatorów jazdy rowerem.

Z powodu na brak miejsca w mieszkaniu postanowiłem kupić składak, mieścił się bez problemu w bagażniku mojego auta nie zajmując wiele miejsca. Jak wiadomo w Anglii każdy rower zmiania właścicieli wielokrotnie nie koniecznie w legalny sposób tak stało się i z moim. Wyjąłem rower z bagażnika i przypiołem do barierki na noc w bloku mieszkanym zamykanym na kod. Wcześniej słyszałem o takich akcjach jedynie z opowieści ale jakie było moje zdziwienie gdy wstając rano mój rower zginął bezpowrotnie. Nie pomogła mu nawet wzmicniona blokada antykradzieżowa. Tak więc jeśli masz rower w Anglii i parkujesz go poza mieszkaniem to wiedz że już go nie masz.

Sytuacja ta i wielkie rozczarowanie po kradzieży roweru zmusiła mnie do kupna elektrycznego koła. Jest to dość małe i całkiem mocne urządzenie. Moge zabrać je praktycznie wszędzie, zasięg na jednym ładowaniu to jakieś 4-5 km i czas ładowania do pełna to jakieś 45-60 minut. Spojrzenia i zaczepki przechodniów bezcenne no ale aby nie obyło się bez wstydu należało by potrenować.

Potrzebna będzie jakaś ściana i wygodne ubranie gdyż o ile balansowanie przód-tył odbywa się automatycznie o tyle balans na boki trzeba wytrenować. Mnie zajęło to około 5 dniu po pół godziny, no właśnie dlaczego tylko pół godziny dziennie? Po prosty jest to męczące na początku.

Jak wszystko na początku jest trudne zanim stanie się łatwe